Jeżeli ten rozdział będzie nudny, to przepraszam.
Mam problem, którego nie umiem rozwiązać.
Serce jakoś mocniej zabiło. Koko usiadła obok mnie i miałknęła. Była 5:29. Poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Przełączyłam na wiadomości i uważnie słuchałam.
- Z ostatniej chwili! Wojska francuskie szykują się do ataku!
Pobiegłam do pokoju, wzięłam torbę, zapakowałam kilka rzeczy i ruszyłam. To była moja ostateczna decyzja. Pomogę, dlaczego nie? Po drodze zatrzymałam taksówkę.
- Na ul. Spokojną 13 - wydyszałam.
Widziałam ludzi zamykających się w domach. Chwyciłam telefon i sprawdziłam nowe wiadomości na stronie internetowej.
"Niemcy szykują atak na Francję!"
Wojna się rozpoczyna. Jeżeli będę musiała wyjechać za granicę i tam umrę?
- Jesteśmy, Pani Vanesso.
Podałam mu 17 euro i wysiadłam szybkim krokiem z taksówki. Przede mną stał wielki ośrodek. Nieśmiało otworzyłam drzwi i weszłam. Od razu wszyscy zaczęli krzyczeć z radości.
- To Vanessa!
- Jesteśmy uratowani!
- Wojny nie będzie!
Domknęłam za sobą drzwi, po czym przybiegł generał.
- Dziękuję Pani za to, że jednak Pani nam pomoże. Ma Pani jakiś bliskich? A może mieszka Pani z kims?
Rozejrzałam się. Wszędzie żołnierze oczekujący mojej odpowiedzi.
- A mała kotka się liczy...? - wyszeptałam.
- Jasne! Przywieziemy ją tutaj, aby była bardziej bezpieczna, dobrze?
Skinęłam głową, a grupka żołnierzy zaprowadziła mnie do przydzielonego mi pokoju. Oczywiście nie było tam miejsca tylko dla mnie, ale też dla innych. Wzięłam torbę i rozpakowałam wszystko do komody, która stała obok mojego łóżka.
Położyłam się na łóżku, aby chwilę odpocząć, jednak później zgłodniałam. Zapytałam pierwszą, lepszą osobę.
- Przepraszam, wiesz gdzie jest stołówka?
Postać odwróciła się. Był to ciemnowłosy chłopak z niebieskimi oczami.
- Oczywiście. Jak chcesz, to mogę Cię zaprowadzić - odpowiedział.
Szliśmy przez nieznany mi korytarz, jednak wszyscy wiedzieli dokąd on prowadzi. Gdy przechodziłam obok innych żołnierzy, oni wstrzymywali oddech i kończyli rozmowy. Trochę dziwnie się czułam.
- Wiesz dlaczego wszyscy się tak na mnie gapią?
- Generał powiedział, że w tobie nadzieja...
- W jakim sensie?
Nic nie powiedział. Spuścił głowę, a ręce włożył do kieszeni. Powiedziałam coś nie tak?
- Jak masz na imię? - zapytałam.
- Peter.
Wreszcie dotarliśmy do stołówki. Podeszłam do kolejki i ustawiłam się. Otrzymałam jedzenie i poszłam jeść. Do stołu dosiadła się jakaś blondynka.
- Cześć. Vanessa, tak? Ja jestem Jasmine - przedstawiła się.
Nie chciałam z nią rozmawiać. Czułam się tak... nieśmiało.
- Smutna? - zapytała.
- Nie... nie...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz