czwartek, 16 kwietnia 2015

Déjà vu - rozdział 3.

Jeżeli ten rozdział będzie nudny, to przepraszam.
Mam problem, którego nie umiem rozwiązać.


  Serce jakoś mocniej zabiło. Koko usiadła obok mnie i miałknęła. Była 5:29. Poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Przełączyłam na wiadomości i uważnie słuchałam.
- Z ostatniej chwili! Wojska francuskie szykują się do ataku!
  Pobiegłam do pokoju, wzięłam torbę, zapakowałam kilka rzeczy i ruszyłam. To była moja ostateczna decyzja. Pomogę, dlaczego nie? Po drodze zatrzymałam taksówkę.
- Na ul. Spokojną 13 - wydyszałam.
  Widziałam ludzi zamykających się w domach. Chwyciłam telefon i sprawdziłam nowe wiadomości na stronie internetowej.
"Niemcy szykują atak na Francję!"
  Wojna się rozpoczyna. Jeżeli będę musiała wyjechać za granicę i tam umrę?
- Jesteśmy, Pani Vanesso.
  Podałam mu 17 euro i wysiadłam szybkim krokiem z taksówki. Przede mną stał wielki ośrodek. Nieśmiało otworzyłam drzwi i weszłam. Od razu wszyscy zaczęli krzyczeć z radości.
- To Vanessa!
- Jesteśmy uratowani!
- Wojny nie będzie!
  Domknęłam za sobą drzwi, po czym przybiegł generał.
- Dziękuję Pani za to, że jednak Pani nam pomoże.  Ma Pani jakiś bliskich? A może mieszka Pani z kims?
  Rozejrzałam się. Wszędzie żołnierze oczekujący mojej odpowiedzi.
- A mała kotka się liczy...? - wyszeptałam.
- Jasne! Przywieziemy ją tutaj, aby była bardziej bezpieczna, dobrze?
  Skinęłam głową, a grupka żołnierzy zaprowadziła mnie do przydzielonego mi pokoju. Oczywiście nie było tam miejsca tylko dla mnie, ale też dla innych. Wzięłam torbę i rozpakowałam wszystko do komody, która stała obok mojego łóżka.


  Położyłam się na łóżku, aby chwilę odpocząć, jednak później zgłodniałam. Zapytałam pierwszą, lepszą osobę.
- Przepraszam, wiesz gdzie jest stołówka?
  Postać odwróciła się. Był to ciemnowłosy chłopak z niebieskimi oczami.
- Oczywiście. Jak chcesz, to mogę Cię zaprowadzić - odpowiedział.
  Szliśmy przez nieznany mi korytarz, jednak wszyscy wiedzieli dokąd on prowadzi. Gdy przechodziłam obok innych żołnierzy, oni wstrzymywali oddech i kończyli rozmowy. Trochę dziwnie się czułam.
- Wiesz dlaczego wszyscy się tak na mnie gapią?
- Generał powiedział, że w tobie nadzieja...
- W jakim sensie?
  Nic nie powiedział. Spuścił głowę, a ręce włożył do kieszeni. Powiedziałam coś nie tak?
- Jak masz na imię? - zapytałam.
- Peter.
  Wreszcie dotarliśmy do stołówki. Podeszłam do kolejki i ustawiłam się. Otrzymałam jedzenie i poszłam jeść. Do stołu dosiadła się jakaś blondynka.
- Cześć. Vanessa, tak? Ja jestem Jasmine - przedstawiła się.
  Nie chciałam z nią rozmawiać. Czułam się tak... nieśmiało.
- Smutna? - zapytała.
- Nie... nie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy